Dziś przychodzę do Was z czymś niezwykłym. Dla mnie niezwykłym, bo nie spodziewałam się, że kiedyś odważę się to zrobić. Biłam się z myślami, sama ze sobą. Minęła jedna zima, druga… trzecia już nie mogła. Podjęłam konkretną decyzję i  wiedziałam, że już nie mogę się wycofać. Jeśli zawahałabym się choć na moment, nic by z tego nie wyszło.

Ludzie mówią: ‘no ale jak’, ‘to nie możliwe’, ‘szalona jesteś’, ‘ja bym się w życiu nie odważył’. Tylko, że oni nie wiedzią jak bardzo warto się właśnie odważyć, jak zmieniają się uczucia i poglądy po takim wydarzeniu w życiu.

Ja jestem zmarzluchem, zawsze zimą ubieram się na cebulkę, uwielbiam wygrzewać się pod kocykiem, z książką i gorącą herbatą. Pojęcie morsowanie było mi znane, ale niewyobrażalne. No bo przecież, jak można rozebrać się prawie do naga na mrozie, wejść do jeszcze zimniejszej wody i udawać, że jest to przyjemne. Też tego nie rozumiałam. Nic bardziej mylnego, choć początkowo uczucie nie należy do najprzyjemniejszych. Nie jest to jednak, jakby się mogło wydawać, uczucie zimna. Jest to bardziej coś w rodzaju bólu, który jednak szybko mija. Później czujemy kłucie, trochę jakby akupunktura, a po chwili przestajemy cokolwiek odczuwać. W tym momencie cieszymy się chwilą, jesteśmy z siebie dumni i mamy ochotę przenosić góry. Po wyjściu z wody robi się gorąco. Nawet nie chciałam się szybko ubierać, było mi bardzo dobrze, czułam błogi spokój i ogarniało mnie wielkie zadowolenie.

Morsować może każdy: kobieta, mężczyzna, młodszy, starszy, szczuplejszy, tęższy. Nie ma to większego znaczenia. Jedni po prostu mogą w wodzie wytrzymać dłużej, inni krócej. Ale nie chodzi tu o żadne wyścigi.

To co nas najbardziej blokuje i ogranicza, to my sami. Strach, który nami kieruje, strach przed nieznanym. Ale to przecież nie on powinien za nas decydować, tylko my sami.

Warto hartować organizm, warto robić wszystko co może poprawić zdrowie, samopoczucie i wywołać uśmich na twarzy.

Naprawdę warto!

Buziaki :*