Kontynuacją wycieczki po Malediwach była Sri Lanka. Czy można sobie wymarzyć coś więcej?

Na Malediwach było nas 14 osób, część po tygodniu pobytu wróciła do Polski, a my polecieliśmy dalej, już tylko w 9 osób.

Było to kilka lat temu, dlatego zapewne nie opiszę całego pobytu bardzo dokładnie, ale nie mogłaby tego zabraknąć na blogu. Miałam szczęście spędzić w tym magicznym miejscu swoje osiemnaste urodziny i myślę, że nie mogłabym sobie życzyć piękniejszej osiemnastki.

Sri Lanka jest perłą Oceanu Indyjskiego. Zakochałam się w tym miejscu w pierwszej sekundzie, zaraz po wylądowaniu w Colombo. Pobyt ukierunkowany był głównie na zwiedzanie, przemieszczaliśmy się tam między innymi busami i jeepami. Łącznie spaliśmy w 4 hotelach, w górach i nad oceanem.

Na miejscu zwiedziliśmy między innymi Kandy i położoną w niej buddyjską Świątynię Zęba. Jest to miejsce bardzo ważne dla Buddystów, nie tylko tych żyjących na Sri Lance. Szczerze warto zobaczyć takie miejsce, bo poza tym, że jest ono dostępne dla turystów, to przede wszystkim żyjące miejsce kultu. Jest to obiekt z listy światowego dziedzictwa UNESCO.

Kolejną świątynią była Złota Świątynia Dambulla, także  znajdująca swoje miejsce na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Zaskoczył mnie w szczególności usytuowany na niej złoty, około trzydziestometrowy Budda. Od świątyni poprowadzone są schody, które prowadzą do jaskiń. Po wejściu na górę widoki zapierają dech w piersi.

Aby wejść do jaskiń należy zdjąć buty. Dalej już po skałach poruszaliśmy się boso. Wszędzie towarzyszyły nam miejscowe małpki. Ogólnie cała Sri Lanka jest zamieszkała przez niezliczone ilości małp. Poza tym, że trzeba uważać, bo chętnie kradną, są przeurocze.

W jaskiniach zwiedziliśmy kolejne świątynie, to jest Świątynię Pana Bogów – Devaraja Viharaya, Świątynię Wielkich Królów – Temple of Great Kings, Wielką Nową Świątynię – Maha Alut Wihara, wiharaja Pacchima – Pacchima Viharaya oraz Drugą Nową Świątynię – Dewana Alut Viharaya. W każdej z nich ujrzeliśmy wiele postaci Buddy, w różnych wielkościach i przedstawionych w wielu sytuacjach. W pierwszej przeze mnie wymienionej położony jest czternastometrowy śpiący Budda, największy z wszystkich pięciu świątyń.

Kolejnym miejscem był sierociniec dla słoni. Kocham słonie. Adoptowałyśmy kiedyś nawet z mamą dwa, w celu pomocy tym biednym stworzeniom, które zostają bez swoich mam, kiedy te, najczęściej giną z rąk kłusowników w celu zdobycia kości słoniowej na biżuterię. Słoniki były adoptowane w Kenii. Nie będę więcej rozpisywać się w tym temacie tutaj, może powstanie o tym osobny wpis.

Wracając do owego sierocińca na Sri Lance, było to dla mnie niestety niemiłe doświadczenie. W mojej opinii z sierocińca zrobiono coś przypominającego cyrk, stał się maszynką do zarabiania pieniędzy. Myślę, że każdemu komu los zwierząt nie jest obojętny, będzie tego samego zdania i nie dołoży do tego interesu. Zamiast tego można oglądać te wspaniałe istoty, chociażby na safari jeepem, na wolności. Słoni na Sri Lance nie brakuje, w wielu miejscach można się na nie natknąć.

Teraz czas na Sigiriye – słynny kompleks pałacowy. Miejsce to robi ogromne wrażenie. Położona jest tam wielka około dwustumetrowa skała – Lwia Skała, na którą weszliśmy. Miejsce to zobaczyć można z odległości kilku kilometrów, genialne. Sigiriya również znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Wspaniałe są parki narodowe na Sri Lance. Safari jeepem, wolne słonie i inne dzikie zwierzęta, które spotkaliśmy. Mogłabym tak jeździć, jeździć i jeździć.

Sri Lanka słynie z najlepszej, przepysznej herbaty. Plantacje herbaty położone są wysoko w górach, a dojrzałe liście ręcznie zbierają kobiety. Warto byłoby tam polecieć nawet dla samej herbaty, gdyż picie jej z tamtejszym widokiem, jest czymś naprawdę pysznym i niesamowitym.

Kiedy zjechaliśmy w dół powitały nas egzotyczne plaże, delikatny piasek, ciepła woda i palmy. To druga część wspaniałej Sri Lanki. Na jednej z nich, miałam właśnie okazję uczcić swoje osiemnaste urodziny. Bajka.

Sri Lanka jest z ręką na sercu, wspaniała. Gorąco polecam 🙂

Kisses!