Konie kochałam od zawsze. Będąc małą dziewczynką, jeden na wycieczce szkolnej w podstawówce delikatnie mnie ugryzł, bardzo się przestraszyłam, ale ostatecznie, nie zniechęciły mnie do siebie.
Nigdy nie byłam zawodowym jeźdźcem, robiłam to rekreacyjnie, z miłości do tych stworzeń. Konie są inteligentne i bardzo interesujące. Spędzanie z nimi czasu jest w mojej opinii jednym z lepszych sposobów na aktywny odpoczynek po ciężkiej pracy.

Systematycznego uprawiania jazdy konno utrudnił, a nawet uniemożliwił mi wypadek samochodowy, w wyniku którego doznałam złamania kręgosłupa. Miesiące leżenia, ciężki powrót do normalnego życia i nadal, od kilku lat niekończąca się rehabilitacja, sprawiły, że musiałam zaprzestać wszystkiego tego, co tak bardzo uwielbiam. Chęć powrotu jest ogromna, opinie lekarzy niejednoznaczne. Jedni twierdzą, że nie ma możliwości bym kiedykolwiek jeszcze zaczęła jeździć konno, inni, że powinnam spróbować i sama ocenić na ile jestem sobie w stanie pozwolić po wypadku.

W związku z nieprzemijającym pragnieniem doznania tego pięknego uczucia, które towarzyszy podczas jazdy konno, nie zamierzam nie spróbować. Nastawiam się jednak do podjęcia tego kroku nadal psychicznie, gdyż obawiam się bólu kręgosłupa, którego mogę doświadczyć podczas albo po jeździe.

Niestety skutki wypadku odczuwam każdego dnia i zmagać się będę z nimi zapewne do końca życia. Prawdopodobnie z wiekiem staną się one jeszcze bardziej dokuczliwe, jednak nie poddam się! Nie ma nawet złotego środka na dolegliwości, ponieważ nawet gdybym do końca życia siedziała bądź leżała, nie pozbędę się bólu. Aktualnie wydaje mi się, że wykonując właśnie te czynności kręgosłup doskwiera jeszcze bardziej niż podczas aktywności fizycznej.

Od dziecka jeździłam również na nartach, wychowana w górach, nie wyobrażałam sobie zimy bez szusowania na stokach. Wypadek uniemożliwił mi również uprawianie tego sportu, choć jest on typowo sezonowy, wyjazdy na narty w swoim czasie ograniczone zostały do zera.

W zeszłym sezonie spróbowałam raz. Niestety skończyło się to spędzeniem wieczoru na bardzo silnych lekach. Całe szczęście, że tylko tyle, nie wyobrażam sobie co by było gdyby stało się coś gorszego.

Wracając jeszcze do koni, mimo wszelkich przeciwności nie poddam się, nie mogę, nie chcę. Przeszkody są po to, aby je pokonywać!

W najbliższym czasie, mam nadzieję, że jeszcze tego lata, spróbuję zrobić wszystko co w mojej mocy, aby chociaż delikatnie, na chwilę dosiąść konia. Na pewno to opiszę. Wszystkim tym, którzy zmagają się z podobnymi trudnościami w życiu życzę wytrwałości i siły. Oby każdemu udało się robić w życiu to co kocha.

Kisses!